Nasza strona wykorzystuje cookies ("ciasteczka")
Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii by strona działała prawidłowo oraz w celach statystycznych.
W przeglądarce internetowej można zmienić ustawienia dotyczące plików cookies. Korzystanie z niniejszej strony bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia.

Partnerzy

Projekt Zrywka 350 km
RuszajSię.pl
Fundacja Nasza Ziemia
Do Celu Po Piasku
Metr po piasku za złotówkę
Fundacja Machina Fotografika
Fundacja Pies Szuka Domu
Ekstremalna Droga Krzyżowa Jastrzębia Góra - Hel
Recykling rejs - Bałtyk 2015
Grafinet Sp. z o.o.
Fundacja Trzeba Marzyć
Projekt 440 km po zmianę

Facebook

Kalendarz

Witamy,
na PoPiasku.pl - serwisie internetowym Bałtyckich Długodystansowców czyli osób, które przeszły co najmniej sto kolejnych kilometrów bałtyckiego wybrzeża podczas jednej wędrówki. Prezentujemy tu informacje, które mogą być przydatne przy planowaniu jak i podczas wędrówek po polskim wybrzeżu.

Aktualności z Facebooka

Pierwsza Wirtualna Przechadzka przeszła do... historii.



Przez ostatnie dwa tygodnie mogliśmy wirtualnie uczestniczyć w Przechadzce ze Świnoujścia do Helu. Zwykle o tej porze roku Kuba Terakowski organizuje ją dla znajomych oraz dla… nowych znajomych. Tym razem z powodu pandemii nie było to możliwe. Podjął się jednak trudu opisania tego jakby mogła ona wyglądać. Dzięki czemu mogliśmy się poczuć jakby Przechadzka jednak się odbyła. Chciałbym mu za to bardzo podziękować.

Chciałbym również podziękować Mai Kowalskiej, która poszerzyła opowieść Kuby o kolejne dwa dni suplementu z Władysławowa do Gdańska, a wcześniej szeroko opisywała każdy dzień ze swojego punktu widzenia.

Na koniec chciałbym gorąco podziękować Wam wszystkim, którzy komentowaliście, przysyłaliście i dołączaliście zdjęcia, czytaliście i udostępnialiście dalej posty z poszczególnymi dniami Przechadzki. Mam nadzieję, że już niedługo bezpieczni i zdrowi spotkamy się na pięknym Bałtykiem.

Stanisław J. Szewczak
2020-05-24 19:40

Pierwsza Wirtualna Przechadzka - Suplement: Osłonino - Gdańsk



Wstajemy o wschodzie słońca, bo plan na dzisiaj mamy ambitny. A i pierwszy raz od dwóch tygodni musimy iść z zegarkiem w ręku. Ograniczeni jesteśmy kupionymi biletami na pociąg. Gosia odjeżdża z Gdyni do Krakowa, Maja do Warszawy. Tylko Jurek jak zawsze... wolny duch ...a może jutro ruszy w przeciwnym kierunku, w trasę do Świnoujścia? Tak czy inaczej, piękna droga przed nami.

Rezerwat Beka - ogromne przestrzenie wilgotnych słonych łąk, tzw. słonaw i młak turzycowych. Nieustający wszechogarniający świergot ptaków. O tej porze, dnia i roku, wręcz ogłuszający. A jednocześnie cisza... Zapach mokrej ziemi, łąk, i kwitnących roślin. Przestrzeń. I pustka. Jest tu pięknie. Spotkaliśmy zajączka, który chyba nie spodziewał się tu o tej porze ludzi, i jakiś zamyślony niemal na nas wpadł.

Z Beki wychodzimy do miejscowości Rewa. Jej nazwa pochodzi od rewy - piaszczystej mielizny, ciągnącej się aż do Mierzei Helskiej. Jej lądowa, wynurzona część to Cypel Rewski. Ma on zmienną długość, zależną od stanu wody i warunków hydrodynamicznych, ale zazwyczaj wynurzony jest około kilometrowy odcinek. Cypel wraz z podwodną częścią mierzei oddziela akwen Zalewu Puckiego od Zatoki Puckiej. Do Cypla Rewskiego prowadzi Ogólnopolska Aleja Zasłużonych Ludzi Morza, na której końcu znajduje się krzyż poświęcony ofiarom morza. Chociaż tutaj niemal zawsze wieje (stąd takie tłumy windsurferów) na cypel warto wejść. Kto wie kiedy znów nadarzy się taka okazja?

Mijamy Mechelińskie Łąki, to kolejny rezerwat przyrody na naszej drodze. Tu ciekawy jest strefowy układ roślinności. Patrząc od strony Zatoki w głąb lądu występuje: strefa plaży, nawydmowe murawy, słonawy, półhalofilny szuwar i szuwar trzcinowy.

W Mechelinkach Maja decyduje się podjechać, ponieważ przejście przez Babie Doły zawsze stanowi problem. Ciężka plaża (a czasem jej brak), kamienie, zwalone konary drzew. Gosia jest dzielniejsza i maszeruje do Gdyni. I tak dziewczyny spotkają się w ulubionej przydworcowej kawiarni.

Tak też się staje. Ponieważ Gosia ma wcześniejszy pociąg, po pysznej kawie i czekoladowo-pomarańczowym cieście, Maja z Jurkiem odprowadzają ją do przedziału, a sami ruszają dalej. Nigdy nie mają dosyć wspólnej wędrówki. Jak czas pozwoli to do Gdańska, a jak nie to do Sopotu.

Trasa piękna, chociaż inaczej niż w poprzednich dniach. Tu czuć już "cywilizację" i tłumy ludzi. Ale warto przejść pod imponującym Klifem Orłowskim, albo Kępą Redłowską z pięknym widokiem na zatokę, a potem zobaczyć tłumy ludzi na sopockim molo. Pogadać, bo przecież w poprzednich dniach, wciąż było na to zamało czasu.

Uff... udało się dojść do Gdańska, i poplanować kolejne wyjazdy.

Już niedługo znowu ruszamy!!!
2020-05-23 08:00

Pierwsza Wirtualna Przechadzka - Suplement: Władysławowo - Osłonino



Po zakończeniu Przechadzki w Helu, jedziemy pociągiem z wszystkimi. Tyle, że większość jedzie do domu, my zaś decydujemy się na przedłużenie wędrówki. Do Gdyni? A może do Gdańska? Zobaczymy, jutro podejmiemy decyzję.

Wysiadamy we Władysławowie, w porcie. Stąd lepszy punkt do dalszej drogi. Ponieważ w Helu wszystko było w biegu, a przed nami jeszcze długa droga, zahaczamy o jedną z miłych knajpek we Władysławowie. Gospoda u Chłopa, pyszne i różnorodne śledzie, albo jajecznica na maśle. To tu stołuje się wielu rybaków, przed wyruszeniem w rejs.

Miło posiedzieć, ale przed nami kawał drogi. Kierujemy się szlakiem nad Zatokę. Po lewej stronie mijamy słonoroślowy rezerwat przyrody Słone Łąki nad Zatoką. Jest tak pięknie, że idziemy jeszcze na pomost widokowy na zatoce, cudny stąd widok na półwysep. Obserwujemy ptaki, robimy zdjęcia.

Dalej nie ma problemu z wyborem trasy, przez Swarzewo i Kaczy Winkiel kierujemy się do Pucka.

Swarzewo, nazywane jest Kaszubską Częstochową. Znajduje się tutaj Sanktuarium Maryjne Królowej Polskiego Morza. W XIX wiecznym kościele, czczona jest pochodząca z XV wieku cudowna figura Matki Boskiej Królowej Polskiego Morza, zwana Opiekunką Rybaków.

Na Kaczym Winklu, na ławeczkach, chwilę odpoczywamy. Piękny tu widok, nad samą zatoką, miło posiedzieć na drewnianych ławeczkach. Czytamy tablice informacyjne o występujących tu ptakach.

Przechodząc mostkiem na Płutnicy wspominamy Kasię, która podczas którejś ze swoich wędrówek nocowała tu pod namiotem.

Puck, tu mały dylemat, czy iść do wspaniałej Pierogarni Mąka i Woda czy do baru Smakosz. Problem rozwiązuje Jurek, który proponuje cukiernię. Idziemy zatem na kawę i ciastko.

W świetnych humorach ruszamy dalej. Przed nami kolejny piękny odcinek, po klifach do Rzucewa. Woda w Zatoce podchodzi pod sam brzeg, więc przejście plażą nie jest możliwe. Nie szkodzi. Z góry rozciąga się fantastyczny widok. Słońce chyli się już ku zachodowi, więc zachwycamy się światłem jakie nam towarzyszy. Przechodzimy przez Osadę Łowców Fok. Tradycyjnie zatrzymujemy się na chwilkę przy placu na ognisko. Dojadamy zapasy przygotowane na drogę, dopijamy napoje i ruszamy dalej. Pałac w Rzucewie wygląda w tym świetle wspaniale. Kiedyś Kubie udało się załatwić tu nocleg na Listopadowym Spacerze. Wszyscy uczestnicy do tej pory wspominają podany żurek. Tym razem nie mamy tyle szczęścia, wędrujemy więc dalej na nocleg w Osłoninie. Ale i tu droga jest piękna, przez zabytkową aleję lipową. Według tradycji sadził ją sam Jan III Sobieski w czasie gdy właścicielką wsi była jego siostra Katarzyna. Aleję tworzy ponad 300 drzew, wśród których przeważają lipy i klony, występują także dęby i kasztanowce. Niestety z roku na rok widać, że wiele z tych drzew obumiera.

Dochodzimy do Osłonina. Chociaż jesteśmy zmęczeni, nikomu nie chce się iść spać. Wszak to ostatni wspólny wieczór, siadamy więc w kuchni i do nocy wspominamy minione dni.
2020-05-22 08:00

Pierwsza Wirtualna Przechadzka - dzień trzynasty: Jastarnia - Hel



Wychodzimy grupami. Większość od Juraty idzie plażą, bo chociaż jest tu dość "ciężka", lecz tak piękna, że warta szczególnego wysiłku. Ci, co zaspali nie mają wyboru: ścieżką rowerową będzie szybciej, lecz finiszować wzdłuż szosy to wątpliwa przyjemność; nie dla takich "atrakcji" wędrujemy od Świnoujścia. Może więc właśnie dlatego kilka osób chyłkiem wsiada w pociąg do Helu?

Mijamy kolejne kilometry wybrzeża, a każdego nam szkoda, bo każdy jest bliższy końca drogi. A wcale nie chcemy jej kończyć. Bałtyk wciąż huczy z lewej z strony, lecz słońce wyczynia cuda. Podczas całej wyprawy świeciło nad lądem, rano w twarz, a w ciągu dnia przesuwało się z prawej, za plecy. Teraz świeci po lewej, nad Bałtykiem... No tak, Kosa Helska skręca łukiem tak bardzo, że zmieniła nam kierunek marszu, lecz nie mogliśmy tego zauważyć na plaży.

Miny rzedną nam jednak, gdy nad falami pojawia się miasto. W głębi morza? Jak to możliwe? Dezorientacja trwa dłuższą chwilę. Mapa wyjaśnia wszystko: już jesteśmy na Cyplu, Hel wygina się tu w stronę Gdyni.

Cypel... Wejście 67. Nadciągamy z różnych stron, sporo przed jedenastą, aby jeszcze tu pobyć przez chwilę, nad Bałtykiem, razem. Radość, bliskość i smutek przelewają się przez jak fale. Ostatnie wspólne zdjęcie dla PoPiasku.pl i Przechadzka odchodzi do wspomnień...

Jaka szkoda, że nie było jej naprawdę.
2020-05-21 08:00

Pierwsza Wirtualna Przechadzka - dzień dwunasty: Jastrzębia Góra - Jastarnia



W nieco zdekompletowanym składzie wyruszamy z Jastrzębiej Góry. Roszady od samego początku, ktoś idzie od razu nad Bałtyk, ktoś Lisim Jarem, ktoś wędruje wzdłuż szosy pod latarnię i dopiero stamtąd schodzi nad morze - mijając się tam z kimś, kto już wraca z powrotem na klif... Ciąg dalszy przetasowań w Chłapowie, część wybiera plażę, część rezerwat Wąwóz Rudnik Chłapowski. Do Władysławowa też wchodzimy różnymi drogami: przez Cetniewo, przy "Koronie Himalajów", lub dookoła - przez port.

Niezależnie jednak od trasy, wszystkie drogi prowadzą do "Iki" - miłego baru, przy dworcu. Pora jest śniadaniowa więc zamawiamy piętnaście jajecznic. Oj, chyba nie wyjdziemy stąd zbyt szybko...

W końcu jednak wyjść trzeba, bo przed nami jeszcze szmat drogi. Drogi długiej i pięknej, lecz trudnej, bo piasek na tym odcinku jest grząski. Mijamy "CPN" i wchodzimy na kosę. I znowu roszad ciąg dalszy - aby ulżyć nogom w niedoli. Idziemy więc na zmianę po plaży, leśnym szlakiem i ścieżką rowerową od strony Pucyfiku. I znów wszystkie ścieżki prowadzą w jedno miejsce: do "Przetwórni" - naszej ulubionej knajpki w Kuźnicy. Czas na obiad... Furorę robią trzy zupy: rybna, dyniowa z krewetkami oraz tajska. Maja zjada wszystkie.

Po takim posiłku trudno przejść kilka metrów, o kilku kilometrach nie mówiąc. Niewiele zatem już mówiąc wleczemy się do Jastarni, która ciągnie się w nieskończoność, a Kuba oczywiście ma dla nas kwaterę na jej końcu. Robimy zakupy po drodze, aby nigdzie już dziś nie wychodzić.

Nigdzie z wyjątkiem odprawy, bo jutrzejsza jest znów dziś wieczorem. Nie musimy jednak już chodzić daleko, wystarczy tylko zejść do kawiarni na parterze naszej kwatery. Lokal jest nieczynny, więc mamy cały dla siebie. Na jutro, zamiast wspólnej godziny wyjścia, Kuba wyznacza wspólny czas dojścia na metę. A zatem wolniejsi wcześniej wyruszą stąd w drogę, szybsi - później; planujący przejście plażą - przed świtem, a idący krótszą, rowerową trasą - po wschodzie słońca. Grunt, by wszyscy byli na Cyplu równocześnie, o jedenastej. Dlaczego tak wcześnie? Bo część z nas chce zdążyć do Gdyni na pociągi powrotne do domów.

To nasza ostatnia odprawa na Przechadzce. Kuba rozdaje "marcepanki", Gosia kupiła truskawki, Marta z Agatą - ciasteczka. Wspominamy "wieczorek zapoznawczy" w Wisełce. Tak dawno to było, i tak niedawno równocześnie. Cieszymy się wspólną drogą i trochę nam smutno, że jutro dobiegnie końca. Kres nostalgii kładzie gospodarz, który chciałby już zamknąć lokal.
2020-05-20 08:00

Pierwsza Wirtualna Przechadzka - dzień jedenasty: Białogóra - Jastrzębia Góra



Odprawa - jak zwykle - przy Morskiej 11, a Kuba - jak zwykle - na najwyższym ze schodów. Honorowym gościem jest Janusz, który wyruszył ze Świnoujścia dwa tygodnie przed nami, doszedł do Piasków i wraca stamtąd z powrotem, do granicy z Niemcami. To jego druga taka wyprawa. I znacznie forsowniejsza od naszej, bo Janusz śpi pod namiotem.

Ruszamy. Jasiek ciągnie część grupy skrótami, do szlaku, lecz większość, wraz z Januszem wraca nad morze promenadą. Tam żegnamy się, on skręca na zachód, my na wschód. On będzie miał Bałtyk po prawej, my nieodmiennie po lewej stronie.

Obydwie nasze grupy spotykają się przy ujściu Piaśnicy. To tutaj rozpoczynał się przedwojenny odcinek polskiego wybrzeża. I tu, w głębi lądu, znajdują się groby kilkunastu tysięcy Polaków rozstrzelanych na początku wojny przez Niemców. Nie pójdziemy tam jednak, bo to zbyt daleko od morza.

Kuba, który wyjątkowo nie popędził jeszcze do przodu, opowiada tu swoją "dyżurną" anegdotę. O tym, jak kiedyś zobaczył na moście pluton ZOMO. I myślał, że to fatamorgana, a okazało się, że statyści. I o tym, jak Magda nie skorzystała z zaproszenia na plan, więc kto wie, czy nie ominęła jej filmowa kariera. Cóż, nie pierwsze to nasze spotkanie z filmem na trasie, bo widzieliśmy już i nagranie reklamy fiata 500, i kapitana Klossa, w sequelu "Stawki większej niż życie".

Przechodzimy przez most na Piaśnicy, sto kilometrów od Ustki. Mariusz, który tam do nas dołączył kalkuluje, że skoro zaliczył już "setkę", to mógłby tu wezwać taksówkę. Ale pójdzie z nami na PKS do Karwi.

Z Dębek wychodzimy plażą. Na piasku, jak zwykle stoi kilka traktorów, używanych zamiast wyciągarek. Wyglądają jak złom, lecz wciąż służą rybakom niestrudzenie. Rybakom i fotografom, bo pozują nam do zdjęć niemal wdzięcznie.

Przy wejściu numer czternaście skręcamy w głąb lądu za Pawłem, prowadzącym nas do "swojej" kaplicy. Piękne miejsce. Potem jeszcze przez chwilę idziemy przez las, by "czwórką" wyjść na groblę, z której wzrok sięga dalej, niż z plaży. I groblą dochodzimy do Karwi.

Tu żegnamy Mariusza. I w dwóch grupach oblegamy dwa różne lokale: "łasuchy" - cukiernię Konkola, a "głodomory" - Bar Rodzinny tuż obok.

Z plaży widać już klify Jastrzębiej. Ostatni kilometr wiedzie ścieżką wytyczoną malowniczo po gabionach, widok z niej jest bezcenny. Naprawdę jednak dech w piersiach zapiera nam dopiero panorama z samej góry. Nawet część "weteranów" idzie tędy po raz pierwszy, bo trakt ten udostępniono niedawno.

Ten etap był krótki, więc jesteśmy na kwaterze dość wcześnie, już przed godziną piętnastą. To dobrze, bo Kuba zaplanował na dzisiaj aż dwie wieczorne atrakcje. Najpierw zaprasza na pokaz zdjęć wolontariuszki Błękitnego Patrolu, a potem na odprawę.

W pokazie uczestniczy nas garstka, kilka rzeczywiście zainteresowanych osób oraz Magda i Ewa, które specjalnie przyjechały to na tę prezentację aż z Gdańska. Zdjęcia są fenomenalne, a komentarz niezwykle interesujący. Nieobecni powinni żałować, ale nikt tu nikogo, do niczego nie zmusza.

Za to na odprawie spotykamy się w wszyscy. A nawet jest nas więcej, bo gościmy "długodystansowców" Anię i Mariusza, którzy są w Jastrzębiej na wczasach i przyszli nas odwiedzić (z potomkiem w beciku). Rozsiadamy się w nastrojowej jadalni, na parterze kwatery, przy kominku, który teraz uśpiony, przypomina nam nasze zimowe wyprawy. Staranny, marynistyczny wystrój świadczy o dobrym guście naszego gospodarza.

A dlaczego spotykamy się wieczorem? Dlaczego nie - tak jak zwykle - przed wyjściem? Bo już ostatni raz widzimy się w pełnym składzie. Ktoś śpieszy się jutro do Helu, musząc wcześniej wrócić do pracy, a ktoś idzie stąd wprost do Piasków, więc Hel nie jest mu po drodze. Nastrój końca zagląda nam w dusze. Siedzimy razem do późna...
2020-05-19 08:00

Pierwsza Wirtualna Przechadzka - dzień dziesiąty: Łeba - Białogóra



Kilka osób, za przykładem Mai, wychodzi dziś przed wschodem słońca. Reszta spotyka się na odprawie o ósmej. Kuba rozdaje wszystkim smycze i opaski, które zdobył dla nas w tutejszym Centrum Informacji Turystycznej. Ruszamy, do Helu - według kilometrażu Urzędu Morskiego - została nam mniej niż "setka", w rzeczywistości mamy do przejścia trochę więcej, bo trudno iść plażą jak po sznurku.

Dzielimy się, połowa wybiera plażę, połowa leśną drogę, przepięknie poprowadzoną przez Mierzeję Jeziora Sarbsko. Grupa "morska" robi przerwę przy samotnym maszcie West Star - statku, który ugrzązł tu na mieliźnie pół wieku temu. Jeszcze przed paroma laty sterczały mu z wody dwa maszty, lecz sztorm rozprawił się ze słabszym. Grupa "lądowa" ma przerwę pod Stilo - latarnią morską, pomalowaną w trzy wyraźne pasy: czarny, czerwony i biały. Lubimy to miejsce, chociaż podczas Pierwszej Przechadzki Boguś stracił tu plecak. Był sam, wszedł pod laternę bez dobytku, a po zejściu już go nie zastał.

Spotykamy się niemal w komplecie przy betonowym walcu, tkwiącym samotnie na plaży. To fundament starego buczka mgłowego, którego górny segment pełni dziś rolę latarni morskiej w Jastarni. I ze zdziwieniem zauważamy, jak daleko dziś stoi od brzegu, a pamiętamy Przechadzki, podczas których był cały zanurzony w wodzie. To najlepszy dowód jak zmienia się nasze wybrzeże. A i wiatr też ma znaczenie, dzisiaj wieje od lądu, więc "spycha" morze w... morze.

Po godzinie "Lubiatowo 44". To jedyne miejsce na dzisiejszej trasie, gdzie można coś kupić do zjedzenia. O ile leśny bar będzie czynny, bo różnie z tym bywa. Dziś jest, więc zostajemy na dłużej.

Stąd już blisko do ujścia Lubiatówki, kładka przy linii wydm pozwala przeprawić się sprawnie. Jasiek ciągnie część ekipy w głąb lądu, na Wydmy Lubiatowskie, a reszta zmierza w stronę ujścia Bezimiennej. Ta rzeczka naprawdę tak się nazywa.

Tu już nie będzie tak łatwo, bo nurt jest wartki i głęboki. Część z nas wchodzi w głąb lądu, do mostu, a Sebastian i Mariusz zdejmują buty, szarmancko proponując koleżankom przeniesienie. Dwie, czy trzy korzystają.

W lesie, trzysta metrów od ujścia, bije Źródło Miłości. Pokazał nam je Wiktor, podczas jednej z pierwszych Przechadzek. Idziemy tam w kilka osób: nic się nie zmieniło, serce z dykty stoi jak stało, a garnuszek kołysze się na łańcuszku jak dawniej. Może Wiktor patrzy na nas gdzieś z nieba?

Widać już klif Białogóry. Małgosia, która spędziła tu niejedne wakacje i okolicę zna jak własną, prowadzi część grupy swoimi ścieżkami. Reszta zmierza do wioski promenadą, od plaży. Nasza ulubiona smażalnia, "Barakuda", jest czynna, więc zatrzymujemy się w niej na obiad. Potem zakupy w "Lewiatanie" i można zmierzać na kwaterę. A ściślej: na dwie, czyli... trzy - jak to dziś na odprawie rzekł Kuba. Bo pensjonat "Kotwica" składa się z dwóch budynków, Kuba mówił o nich "żółty" i "biały", lecz obydwa są kremowe w kolorze. Chyba trzeba zadzwonić do niego i poprosić o wskazanie lokalu. Zadzwonić? W Białogórze? Wolne żarty, przecież tutaj prawie nie ma zasięgu. Grupę z drugiej kwatery też czeka wyzwanie, bo zamiast numerów pokoi, Kuba nazwał je: "balkonowy", "z wersalką", "pod schodami", "u Iwony". Na szczęście "weterani" doskonale znają ten szyfr i bezbłędnie trafiają tam, gdzie trzeba.

Wieczorem, jakimś cudem, pomimo braku zasięgu, przychodzi do wszystkich SMS organizacyjny od Kuby: "Gosia z Martą zapraszają na Suplement Przechadzki: 21.05 - przejazd z Helu do Władysławowa pociągiem i przejście wzdłuż Zatoki Puckiej do Osłonina. Tam nocleg. 22.05 - przejście z Osłonina do Gdyni. Zainteresowanych proszą o kontakt". Hmmm... Trzeba będzie zastanowić się nad tym...
2020-05-18 08:00

Pierwsza Wirtualna Przechadzka - dzień dziewiąty: Smołdziński Las - Łeba



Wstaje dzień nad Smołdzińskim Lasem, niebo różowieje, nad łąkami unoszą się mgły, słychać żaby, żurawie i setki ptasich głosów; poza tym cisza jak makiem zasiał. Z jednej strony widać Rowokół, z drugiej - daleko na horyzoncie - światło latarni Stilo. Na "Spokojnym Rancho" gospodarz - jak zwykle o tej porze - wyprowadza na łąkę kucyka.

Skoro świt pod nasze kwatery podjeżdża furgonetka z piekarni w Damnicy. Kuba organizuje to już od lat. Świeże bułeczki, drożdżówki, "amerykanki"! Rewelacja! Tylko czemu tych wypieków nie mamy na całej trasie?

Odprawa przed "damską" kwaterą. Wciąż jeszcze niskie słońce już przyjemnie grzeje. Wspólne zdjęcie pod tablicą "Słowiński Park Narodowy" i czas ruszać w drogę. Kilka osób wspina się pod latarnię Czołpino, lecz większość wybiera szlak przez Wydmy Czołpińskie.

Wydmy Czołpińskie... Brak słów. Najpiękniejsze na naszym wybrzeżu. I puste zupełnie o tej porze, tylko nasze. Zdobywamy jedną po drugiej; zatrzymujemy się na ostatniej, pięknie widać stąd ich rozległą przestrzeń i Bałtyk pod stopami. To tutaj, kilka lat temu Wiktor oświadczył się Ani. Potem wędrowali z nami nie raz, ostatnio podczas Piętnastej Przechadzki. Rok temu Wiktora pokonał nowotwór... Ania została z dwójką dzieci.

Schodzimy nad Bałtyk. Na wschodzie plaża pusta po horyzont, nic dziwnego, zapewne aż do Wydm Łąckich nie spotkamy nikogo. Na zachodzie tym bardziej powinna być pusta, lecz nie jest, samotny "długodystansowiec" zmierza w naszym kierunku...

Znajomy drobny krok, ręce nonszalancko w kieszeniach i uśmiech od ucha do ucha... Jurek? Tak, oczywiście, to Jurek! Jak mogliśmy zapomnieć, wszak kilka dni temu, Kuba mówił nam na odprawie, że Jurek wyruszył ze Świnoujścia i idąc podwójne etapy zamierza dogonić Przechadzkę w Łebie. A dogonił ciut wcześniej. I już nam nie ucieknie, razem powędrujemy do Helu.

Kilometry mijają same. Jurek, jak zwykle tryska humorem i sypie historiami z rękawa. A ma o czym gadać, bo przeszedł wzdłuż Bałtyku więcej, niż ktokolwiek: niebawem "stuknie" mu piętnaście tysięcy. Ten etap jest zresztą pełen opowieści, to tutaj Kuba znalazł butelkę z listem od wnuka ofiary Gustloffa i bursztyn większy od pięści. Rozglądamy się, bursztynów nie widać, a plaża wciąż jest pusta po widnokrąg, towarzyszą nam tylko mewy, sieweczki, brodźce i biegusy.

Po kwadransie zauważamy drzemiącą Maję, która wyruszyła dziś wcześniej, aby zobaczyć wschód słońca na Wydmach i teraz czeka tu na resztę. A po godzinie widać w oddali sylwetkę, najpierw jedną, drugą, a potem dziesiątki, jeżeli nie setkę. Znak, że zbliżamy się do Wydm Łąckich. Przed wejściem przerwa, czas dać nogom odpocząć. Herbata z termosu i damnickie drożdżówki smakują tutaj jak nigdzie.

Wydmy Łąckie też są przepiękne, lecz akurat dzisiaj prawie ich nie widać spod... tłumu. Trafiliśmy wprost na wysyp zielonych szkół. Nie to, co w listopadzie, gdy były tylko nasze. A za każdym razem są inne, wiatr wyczynia z nimi cuda. Po górze, na którą wspinaliśmy się ostatnio nie ma nawet śladu. Nic dziwnego, że mówi się o nich "ruchome". Chociaż Jurek twierdzi, że to z innej przyczyny: są tu przywożone tylko na sezon, ku uciesze letników.

Dzielimy się, część zmierza do Łeby plażą, część drogą leśną. Pierwsi zobaczą ruiny kościoła Świętego Mikołaja, mniej znane od tych w Trzęsaczu, jedyny ślad po dawnej lokalizacji miasteczka. Drudzy wejdą na wieżę widokową w Rąbce, by z góry spojrzeć na Jezioro Łebsko. Spotykamy się na kwaterach.

Nocujemy w trzech miejscach, ale tuż obok siebie, więc bez problemu możemy umówić się na wspólne wyjście do knajpki. Kaziu prowadzi nas do "Vikinga", to jego ulubiona "miejscówka"; trudno się dziwić, bo jest tu bardzo przyjemnie, a posiłki są doskonałe. Wracamy na kwatery późno i w deszczu. Nie szkodzi, wieczór był bardzo udany, a padać ma tylko do rana.
2020-05-17 08:00

Pierwsza Wirtualna Przechadzka - dzień ósmy: Ustka - Smołdziński Las



Z trudem wstajemy wcześniej. Odprawa o siódmej, gdyż przed nami długa droga. Tuż przed wyjściem przychodzi tradycyjny, rymowany SMS od Kuby do wszystkich, na dzień dobry. Tym razem napisał: "Wstawaj Przechadzko łaskawie, by stawić się na odprawie". To bardziej hasło do założenia plecaków, niż pobudka, bo odprawa zaczyna się za moment.

Mariusz - jak zwykle - spóźnia się na odprawę. O całe trzy minuty! No cóż, grunt to zrobić wrażenie swoim wejściem. A odprawa trwa dziś dłużej niż zwykle, bo kwestii do przekazania jest więcej: wybór dróg, zakupy na trasie, smażalnia w Rowach, trattoria na mecie i dwie kwatery w Smołdzińskim Lesie.

Przed rokiem grupową fotkę pstryknęliśmy sobie przy Syrence. Tym razem jednak, aby nie nadkładać drogi, robimy sobie zdjęcie z Ireną Kwiatkowską, której ławeczka stoi przy trasie.

Wychodzimy z Ustki. Rozpoczyna się jeden z efektowniejszych odcinków naszego wybrzeża, klify są coraz wyższe, a plaża coraz węższa. Po czterech kilometrach przeskakujemy przez ujście Orzechówki. Tym razem udało się, lecz przy jej wyższym stanie trzeba wejść w głąb lądu, do mostu. Ktoś wspomina, jak wpadł tutaj do wody po uda, bo pień leżący w poprzek, wyglądał wprawdzie jak kładka, lecz zanurzył się pod ciężarem człowieka.

Wybór dalszej drogi jest trudny, bo i plaża pod klifami jest piękna i ścieżka malowniczo poprowadzona górą kusi. Dzielimy się więc na grupy. Większość korzysta z okazji by przejść dołem, bo przy wyższej fali bywa to niemożliwe, gdyż woda sięga krawędzi klifu. Ale i tym razem, pomimo względnej ciszy, kilka ostróg wychodzących najdalej w morze, musimy omijać biegiem, czekając przed sprintem na moment, gdy fala się cofnie.

Poddąbie, Dębina, klify są coraz wyższe, lecz i plaża coraz szersza, więc ryzyko zamoczenia mniejsze. Mijamy kilku wędkarzy i dwie osoby zbierające kamienie. Pytamy po co? Do gabinetu masażu. Te płaskie otoczaki, wielkości dłoni, są podobno najlepsze, a w sklepie kosztują majątek. Rozglądamy się: a więc leży tutaj majątek... Cóż, niech leży, nie będziemy go dźwigać do Helu. Klif za Dębiną stopniowo opada, a przed Rowami znika zupełnie, zastąpiony przez wydmy.

A jak Rowy, to wiadomo - Smażalnia Ryb U Juliusza. Naszą "metą" była tu ongiś "Chłopska", przestronna restauracja, z dobrym menu i klimatem. A do tego czynna przez rok cały, więc nawet na lutowych spacerach można było ogrzać się w środku. Teraz niestety nie działa, lecz na szczęście zauważył nas pan Juliusz. Zauważył dosłownie, bo własnym sumptem wykonał planszę z logo PoPiasku.pl i powiesił nad wejściem do smażalni. Korzystamy z gościnności z wdzięcznością. Posiłki są tu pyszne, rabat dla "długodystansowców" znaczący, a półmisek wędzonych szprotek - gratis.

W Rowach do Przechadzki dołącza Jasiek, emerytowany pilot boeningów, który przeniósł się tutaj z Warszawy. Na plaży zawsze widać go z daleka, bo jest wyższy od reszty o głowę.

Przed wyjściem z Rowów robimy zakupy w "Meduzie" (dużym sklepie przy Nadmorskiej), bo na mecie dzisiejszego etapu zaopatrzyć będzie się trudno. Jedyny "spożywczak" w Smołdzińskim Lesie stoi trzy kilometry od kwater.

Za mostem rozdzielamy się, część schodzi na plażę, część wybiera leśną drogę prowadzącą przez Słowiński Park Narodowy. I tu znów wybór jest trudny, bo i wybrzeże będzie piękne i szlak leśny urozmaicony: jeziora, pomosty, komary... Tak, tak - nigdzie nie ma większych i żarłoczniejszych komarów. A, że to teren parku, więc ani zabijać ich nie wolno, ani dokarmiać, ani nawet płoszyć. Można tylko salwować się ucieczką... To właśnie dlatego ten wariant, chociaż dłuższy, niż plażą, pokonuje się szybciej. Pod warunkiem wszak korzystania ze szlaku, bo do dziś krążą wśród nas opowieści grupie, która chciała na skróty dojść do kwater... Podobno spotkali w lesie jenota większego, niż żubr. Wtajemniczeni znają historię.

Z dwóch stron zatem, grupami wchodzimy do Smołdzińskiego Lasu, lecz niemal wszyscy spotykamy się w Trattorii Riccardo. Maja już przez telefon zaanonsowała nasze przyjście. Trattorię odwiedzamy zawsze, odkąd kilka lat temu powstała. "Odkrył" ją pewnej zimy Adam, myśląc najpierw, że to fatamorgana, bo w miejscu, które z poprzednich wypraw znał doskonale i wiedział, że hula tam wiatr, stała nowiutka trattoria, do tego czynna pomimo braku gości. Okazało się, że otworzyli ją właśnie, po przeprowadzce z Warszawy, emerytowany włoski szef kuchni, i nasza polska śpiewaczka operowa (również w stanie spoczynku).

Trattoria Riccardo... Miło tu, więc biesiadzie nie byłoby końca, gdyby nie późna pora. Dziewczyny mieszkają po sąsiedzku, na jednej z naszych ulubionych kwater, u pani Jadwigi. Ciasno tam trochę, lecz urok wspólnego poddasza jest bezcenny. No i nie trzeba już wędrować w głąb lądu. Faceci mają trudniej, ich Kuba skierował do "Spokojnego Rancho", magiczne miejsce, lecz oddalone od morza i trudno tam trafić. Niestety, nie możemy nocować wszyscy razem, bo jest nas zbyt dużo, a kwatery tu małe.

Kuba przysyła SMS dla debiutantów, z opisem dojścia na skróty do "Rancho". Jest tak skomplikowany, że postanawiają pójść tam drogą, dookoła. "Weterani" znają jednak te ścieżki, więc poprowadzą resztę. Zmrok zapada, gdy wszyscy docierają do celu. Gospodarz - jak zwykle o tej porze - przyprowadza z łąki kucyka. Ile to już lat panie Czesławie? Czy to wciąż ten sam kucyk?
2020-05-16 08:00

Archiwum aktualności

2020: styczeń luty marzec kwiecień maj

2019: styczeń luty marzec kwiecień maj czerwiec lipiec sierpień wrzesień październik listopad grudzień

2018: styczeń luty marzec kwiecień maj czerwiec lipiec sierpień wrzesień październik listopad grudzień

2017: styczeń luty marzec kwiecień maj czerwiec lipiec sierpień wrzesień październik listopad grudzień

2016: styczeń luty marzec kwiecień maj czerwiec lipiec sierpień wrzesień październik listopad grudzień

2015: styczeń luty marzec kwiecień maj czerwiec lipiec sierpień wrzesień październik listopad grudzień

2014: styczeń luty marzec kwiecień maj czerwiec lipiec sierpień wrzesień październik listopad grudzień

2013: styczeń luty marzec kwiecień maj czerwiec lipiec sierpień wrzesień październik listopad grudzień

2012: styczeń luty marzec kwiecień maj czerwiec lipiec sierpień wrzesień październik listopad grudzień

2011: styczeń luty marzec kwiecień maj czerwiec lipiec sierpień wrzesień październik listopad grudzień
AhlbeckBagiczBałtijskBansinBarzowiceBędzinoBiałogardBiałogóraBłądzikowoBobolinBraniewoCelbowoChałupyChłapowoChłopyChoczewoChwaszczynoCisowoCzołpinoCzymanowoDamnicaDarłowoDąbkiDąbkowiceDąbrówkaDębinaDębkiDębogórzeDuninowoDziwnówDziwnówekDźwirzynoElblągFromborkGąskiGdańskGdyniaGniewinoGnieżdżewoGodętowoGoleniówGryficeGrzybnicaGrzybowoHelHeringsdorfJantarJarosławiecJastarniaJastrzębia GóraJezierzanyJunoszynoJuodkranteJurataKamienica ElbląskaKamień PomorskiKamionek WielkiKaninKarlinoKarlshagenKartoszynoKarwiaKarwieńskie Błoto DrugieKarwieńskie Błoto PierwszeKąty RybackieKlaipedaKlukiKłaninoKölpinseeKołobrzegKopalinoKopańKorlinoKosakowoKoserowKoszalinKościerzynaKrokowaKrynica MorskaKukinkaKuźnicaLęborkLędowo-OsiedleLiniaLubiatowoLubiewoLuzinoŁadzinŁasin KoszalińskiŁazyŁąckoŁebaŁęczyceŁukęcinMalborkMalechowoMarszewoMechelinkiMechowoMielenkoMielnoMiędzywodzieMiędzyzdrojeMikoszewoMokrzyca WielkaMölschowMrzezinoMrzeżynoMściceNadoleNidaNiechorzeNowa PasłękaNowy Dwór GdańskiOdryOrzechowoOsetnik (Stilo)OsiekiOsłoninoOstrowoPalangaParłówkoPeenemündePiaskiPierwoszynoPleśnaPłotyPobierowoPodborskoPoddąbiePogorzelicaPolicePostominoPotęgowoPrätenowPruszcz GdańskiPrzywidzPuckPudaglaPustkowoRecławRedaRedzikowoRekowo GórneReskoRewaRewalRogowoRowyRozewieRumiaRusinowoRybinaRzucewoSarbinowoSarbskSasinoSianożętySiemirowiceSkowronkiSłajszewoSławnoSławutowoSłupskSmołdzinoSmołdziński LasSopotStargardStarkowoStarzyński DwórStegnaStężycaStralsundStrzelinkoStrzepczSuchaczSulęczynoSwarzewoSwołowoSzczecinSztutowoSzymbarkŚliwinŚwiętouśćŚwinoujścieTczewTolkmickoTrassenheideTrzebiatówTrzebieżTrzęsaczTujskTupadłyTymieńÜckeritzUliniaUstkaUstronie MorskieWarnowoWejherowoWęsioryWicieWickoWicko MorskieWierzbięcinWierzchucinoWieżycaWisełkaWładysławowoWolgastWolinWysoka KamieńskaZaleskieZegrze PomorskieZempinZinnowitzŻarnowiecŻelistrzewoŻukowo |
Niniejsza witryna internetowa korzysta z Google Analytics, usługi analizy oglądalności stron internetowych udostępnianej przez Google, Inc. ("Google"). Google Analytics używa "cookies", czyli plików tekstowych umieszczanych na komputerze użytkownika w celu umożliwienia witrynie przeanalizowania sposobu, w jaki użytkownicy z niej korzystają. Informacje generowane przez cookie na temat korzystania z witryny przez użytkownika (włącznie z jego adresem IP) będą przekazywane spółce Google i przechowywane przez nią na serwerach w Stanach Zjednoczonych. Google będzie korzystała z tych informacji w celu oceny korzystania z witryny przez użytkownika, tworzenia raportów dotyczących ruchu na stronach dla operatorów witryn oraz świadczenia innych usług związanych z ruchem na witrynach internetowych i korzystaniem z internetu. Google może również przekazywać te informacje osobom trzecim, jeżeli będzie zobowiązana to uczynić na podstawie przepisów prawa lub w przypadku, gdy osoby te przetwarzają takie informacje w imieniu Google. Google nie będzie łączyła adresu IP użytkownika z żadnymi innymi danymi będącymi w jej posiadaniu. Użytkownik może zrezygnować z cookies wybierając odpowiednie ustawienia na przeglądarce, jednak należy pamiętać, że w takim przypadku korzystanie z wszystkich funkcji witryny może okazać się niemożliwe Korzystając z niniejszej witryny internetowej użytkownik wyraża zgodę na przetwarzanie przez Google dotyczących go danych w sposób i w celach określonych powyżej.
© PoPiasku.pl 2011 - 2020, projekt i wykonanie: sjs; hosting: Grafinet